niedziela, 29 kwietnia 2012

Koncert i kolacja w świetnym towarzystwie :-)

Są takie dni, które pozostają w naszej pamięci na zawsze i dla mnie, wczorajszy dzień  był właśnie taki szczególny i  wyjątkowy. Po pierwsze, dlatego, że po raz pierwszy miałam okazję spotkać się z ludźmi, których znam z FB i wspólnie tworzymy grupę fanów Mietka Szcześniaka. Niesamowite jest to, jak bardzo muzyka może łączyć ludzi o podobnej wrażliwości! Fenomenalne i dla mnie to zupełnie odkrywcze.
Spotkaliśmy się przed koncertem i właściwie od razu, czuliśmy się jak starzy znajomi i grono dobrych przyjaciół. Potem fantastyczny koncert Mietka z moimi ukochanymi piosenkami „Czekaj na wiatr” „O niebo lepiej” „Spoza nas”, ale były też takie, których dawno nie słyszałam, a wywołują u mnie ciary: „Przyszli o zmroku”. „Kiedyś, gdy zmądrzejemy”. Wisienką na torcie były dwie piosenki, zupełnie nowe, zaśpiewane ze śpiewakiem i  akordeonistą Adamem Strugiem. Jedna z nich to liryk miłosny do wiersza Leśmiana, po prostu genialny tekst, świetna muzyka i fantastyczne  wykonanie. Chciałabym mieć ją na płycie J
Oczywiście jak na każdym koncercie Mietka, była wspaniała atmosfera, bisy i duża dawka pozytywnej energii, … ale to, co się zdarzyło potem ….. to dopiero był ODJAZD :-)
Całą paczką poszliśmy na kolację z Mietkiem i to był cudowny wieczór. Przez 3 godziny gadaliśmy, jakbyśmy się znali od zawsze: był śmiech, opowieści, „burza mózgów” i głośne śpiewanie (konkurencyjnej grupy :-)  Mietek dostał w prezencie album z naszymi listami – każdy napisał o swoim spotkaniu  z jego muzyką i o tym, dlaczego jest ona dla nas taka ważna. Album był przepięknie oskrapowany przez Julitkę i wyglądał jak małe dzieło sztuki. W dodatku Mietek czytał każdy z tych listów na głos, a wszystkie razem stworzyły niesamowity witraż ludzkich losów, przeplatany  jego piosenkami. To było piękne i takie … metafizyczne.


A potem,  zrobiłam coś, co mój 12-letni syn, uznał za przejaw braku odpowiedzialności :-D mianowicie  zaprosiłam 2 koleżanki z grupy MSz na nocleg u mnie. Dziewczyny okazały się fantastyczne, oczywiście jak już dotarłyśmy o północy do domu, to i tak nie poszłyśmy spać, tylko przegadałyśmy do 3.30. To były NOCNE POLEK ROZMOWY: o życiu, miłości, dzieciach i muzyce. Dziewczyny wniosły do mojego domu i serca dużo pozytywnej energii i to było fantastyczne zakończenia dnia. I chociaż było to pierwsze nasze wspólne spotkanie w takim gronie i w takiej formie, to z pewnością nie ostatnie J

4 komentarze:

  1. Agusiu, jesteś BOSKA!!!!!! Pięknie opisałaś nasze cudowne spotkanie :-))))

    OdpowiedzUsuń
  2. penie ze nie ostatnie...ja juz z niecierpliwością czekam na następne, ale tym razem całodniowe!!!:0) koniecznie!!!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Monia świetnie ujęła sens tego spotkania: "realne - nieosiągalne" i tak właśnie było: stało się realne to, co wydawało się nieosiągalne :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja mam łzy w oczach i dreszcze ... najbardziej mi szkoda że nie mogłam się do Was zbliżyć ... Ale też Was KOCHAM :)))

    OdpowiedzUsuń