poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Szcześniak, Strug i Leśmian

Na sobotnim koncercie Mietka Szcześniaka usłyszałam piosenkę, którą wykonywał razem  Adamem Strugiem, do słów Bolesława Leśmiana. Właściwie to wykonywał ją bardziej Adam Strug, a Mietek mu towarzyszył w refrenie:-) Fantastyczny tekst w połączeniu ze świetnym wykonaniem. W efekcie, słuchając tej piosenki miałam ciary na plecach. Zapamiętałam kilka zwrotów  i po prostu MUSIAŁAM odnaleźć do niej tekst, to był taki wewnętrzny imperatyw kategoryczny :-) Przy okazji okazało się, że w wierszach Leśmiana jest sporo erotyków i są rzeczywiście fenomenalne. Teraz zaczytuję się w Leśmianie i odkrywam go na nowo.  A oto tekst wspomnianej piosenki, który mnie powaliła:
Tam na rzece jest na pewno łódź,
Trzeba tylko fale wiosłem pruć.

I na pewno jest za rzeką – dal,
Trzeba tylko wytężyć swój żal.

Patrzysz na mnie – oniemiała snem
Nic nie mówisz, ale wszystko wiem!

Wiem ja, kiedy poruszyć, jak mgłą,
Ciałem twoim, żeby ku mnie szło...

Wiem, jak spojrzeć – co szepnąć... I znów
Dłoń do piersi przytulić bez słów...

Chętna ciału – suknia twoja lgnie
Do tych bioder, co kochają mnie.

Wiem ja wszystko! Ale czemu łkam –
Tego nie wiem, nie pojmuję sam!...

niedziela, 29 kwietnia 2012

Koncert i kolacja w świetnym towarzystwie :-)

Są takie dni, które pozostają w naszej pamięci na zawsze i dla mnie, wczorajszy dzień  był właśnie taki szczególny i  wyjątkowy. Po pierwsze, dlatego, że po raz pierwszy miałam okazję spotkać się z ludźmi, których znam z FB i wspólnie tworzymy grupę fanów Mietka Szcześniaka. Niesamowite jest to, jak bardzo muzyka może łączyć ludzi o podobnej wrażliwości! Fenomenalne i dla mnie to zupełnie odkrywcze.
Spotkaliśmy się przed koncertem i właściwie od razu, czuliśmy się jak starzy znajomi i grono dobrych przyjaciół. Potem fantastyczny koncert Mietka z moimi ukochanymi piosenkami „Czekaj na wiatr” „O niebo lepiej” „Spoza nas”, ale były też takie, których dawno nie słyszałam, a wywołują u mnie ciary: „Przyszli o zmroku”. „Kiedyś, gdy zmądrzejemy”. Wisienką na torcie były dwie piosenki, zupełnie nowe, zaśpiewane ze śpiewakiem i  akordeonistą Adamem Strugiem. Jedna z nich to liryk miłosny do wiersza Leśmiana, po prostu genialny tekst, świetna muzyka i fantastyczne  wykonanie. Chciałabym mieć ją na płycie J
Oczywiście jak na każdym koncercie Mietka, była wspaniała atmosfera, bisy i duża dawka pozytywnej energii, … ale to, co się zdarzyło potem ….. to dopiero był ODJAZD :-)
Całą paczką poszliśmy na kolację z Mietkiem i to był cudowny wieczór. Przez 3 godziny gadaliśmy, jakbyśmy się znali od zawsze: był śmiech, opowieści, „burza mózgów” i głośne śpiewanie (konkurencyjnej grupy :-)  Mietek dostał w prezencie album z naszymi listami – każdy napisał o swoim spotkaniu  z jego muzyką i o tym, dlaczego jest ona dla nas taka ważna. Album był przepięknie oskrapowany przez Julitkę i wyglądał jak małe dzieło sztuki. W dodatku Mietek czytał każdy z tych listów na głos, a wszystkie razem stworzyły niesamowity witraż ludzkich losów, przeplatany  jego piosenkami. To było piękne i takie … metafizyczne.


A potem,  zrobiłam coś, co mój 12-letni syn, uznał za przejaw braku odpowiedzialności :-D mianowicie  zaprosiłam 2 koleżanki z grupy MSz na nocleg u mnie. Dziewczyny okazały się fantastyczne, oczywiście jak już dotarłyśmy o północy do domu, to i tak nie poszłyśmy spać, tylko przegadałyśmy do 3.30. To były NOCNE POLEK ROZMOWY: o życiu, miłości, dzieciach i muzyce. Dziewczyny wniosły do mojego domu i serca dużo pozytywnej energii i to było fantastyczne zakończenia dnia. I chociaż było to pierwsze nasze wspólne spotkanie w takim gronie i w takiej formie, to z pewnością nie ostatnie J

wtorek, 10 kwietnia 2012

Zwykły upadek na nartach…
zerwane wiązadła w kolanie…
 3 tygodnie z nogą w gipsie…
 3 tygodnie z nogą w stabilizatorze…
Powolne i bolesne zginanie kolana….
Rehabilitacja
Chodzenie o kulach..
Jeszcze niedawno wydawało mi się, że 1 dzień spędzony z książką w ręku to rarytas na który, nie mogę sobie pozwolić, bo zawalę coś innego. Wszędzie biegiem, prędko, jeszcze to, tamto, na dziś do załatwienia, sprawy nie cierpiące zwłoki, bardzo ważne, zarywane noce bo przecież trzeba zdążyć ….
A potem….
7 tygodni w domu….
Czas stanął w miejscu…cicho, pusto
Najprostsze czynności takie jak założenie skarpetek czy przeniesienie kubka gorącej herbaty – poza zasięgiem możliwości.
I kiedy zaczęłam mieć już tego serdecznie dość, buntować się przeciw światu i mojej chorobie, kiedy zaczęły wkurzać mnie drobiazgi i moja bezsilność - dostałam od przyjaciółki książkę Katarzyny Rosickiej- Jaczyńskiej „Ołówek”.
Przeczytałam jednym tchem i znów, drugi raz, tym razem z ołówkiem w ręku, żeby zaznaczyć i podkreślić, te fragmenty w tekście, do których chcę wrócić.
To jest książka, którą każdy powinien przeczytać, aby lepiej żyć i bardziej doceniać, to, co się posiada. Nie jest to żaden poradnik, ale autentyczny dziennik kobiety, która z życia w bardzo szybkim tempie, zmuszona została przez chorobę, do wyhamowania. Jej wola walki, wrażliwość, wiara i optymizm mimo ogromu cierpienia i bólu (nie tylko fizycznego) są godne podziwu i można wiele się od niej nauczyć.
Ta książka ma na mnie działanie terapeutyczne: pozwoliła mi bardziej cieszyć się z małych rzeczy i doceniać, to co mam. A przecież mam tak wiele!!!