niedziela, 12 lutego 2012

Koncert Edyty Gepppert

Byłam dziś na koncercie Edyty Geppert, którą bardzo lubię. No może nie aż tak bardzo, jak Mietka Szcześniaka, ale zawsze należała do moich ulubionych wykonawców. Kilka lat temu byłam na jej koncercie i wyszłam poruszona. Miałam nadzieję, że i tym razem też tak będzie.
Podziwiam Panią Edytę za jej siłę głosu, za barwę, za to jak fantastycznie nim operuje. Jedna z moich ulubionych to rozmowa córki z matką, która jest po prostu genialna!


Tym razem było sporo nowych piosenek, ale znaczna część z nich miała raczej groteskowo – kabaretowy charakter. Zaśpiewane pięknie i z przekąsem, podparte talentem aktorskim, ale nie powalające. Były oczywiście i takie, które poruszały głębsze tematy i wzruszały, ale było ich znacznie mniej. Moje ukochane piosenki to Róża, Kocham cię życie i oczywiście Modlitwa. To, co mnie urzekło podczas koncertu to połączenie fortepianu i trąbki, które fantastycznie komponowało się w nowych aranżacjach. Po koncercie zakupiłam jej nową płytę o znaczącym tytule „Nic nie muszę” i właśnie ją przesłuchuję. Koncert mi się podobał i pewnie chętnie poszłabym jeszcze raz, ale zastanawiałam się, co takiego jest na koncertach Mietka, a czego zabrakło mi tutaj i chociaż trudno to dokładnie nazwać, to myślę, że chodzi o poruszenie DUSZY, o dotknięcie tych najczulszych strun w człowieku, o takie wewnętrzne wibracje, które powodują, że człowiek jest szczęśliwy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz