piątek, 24 lutego 2012

Zmiana planów...



Wyjechałam na kilka dni z Rodziną w góry , aby odwiedzić nasz ukochany stok w Tyliczu. Zaczęło się fajnie: miła niedziela, dobra pogoda, świetne warunki narciarskie, potem ….. zderzenie na stoku i zwiedzanie Krynicy Górskiej w poszukiwaniu szpitala z oddziałem chirurgii urazowo – ortopedycznej. Zakończyło się prześwietleniem i prezentem w postaci świeżutkiego gipsu….. na 6 tygodni:-(
Tak sobie myślę, że jak coś nam jest zabrane np. możliwość poruszania się, to coś innego jest nam dane. Jeszcze nie wiem, co to będzie konkretnie, na pewno dostałam to, czego ciągle miałam za mało: czas dla siebie. I mam nadzieję, dobrze go wykorzystam. Na razie działa na mnie bardzo kojąco piosenka Mietka Sz. „Spoza nas” i wiem na pewno, że „ to co nas spotyka, przychodzi spoza nas”…..

niedziela, 12 lutego 2012

Koncert Edyty Gepppert

Byłam dziś na koncercie Edyty Geppert, którą bardzo lubię. No może nie aż tak bardzo, jak Mietka Szcześniaka, ale zawsze należała do moich ulubionych wykonawców. Kilka lat temu byłam na jej koncercie i wyszłam poruszona. Miałam nadzieję, że i tym razem też tak będzie.
Podziwiam Panią Edytę za jej siłę głosu, za barwę, za to jak fantastycznie nim operuje. Jedna z moich ulubionych to rozmowa córki z matką, która jest po prostu genialna!


Tym razem było sporo nowych piosenek, ale znaczna część z nich miała raczej groteskowo – kabaretowy charakter. Zaśpiewane pięknie i z przekąsem, podparte talentem aktorskim, ale nie powalające. Były oczywiście i takie, które poruszały głębsze tematy i wzruszały, ale było ich znacznie mniej. Moje ukochane piosenki to Róża, Kocham cię życie i oczywiście Modlitwa. To, co mnie urzekło podczas koncertu to połączenie fortepianu i trąbki, które fantastycznie komponowało się w nowych aranżacjach. Po koncercie zakupiłam jej nową płytę o znaczącym tytule „Nic nie muszę” i właśnie ją przesłuchuję. Koncert mi się podobał i pewnie chętnie poszłabym jeszcze raz, ale zastanawiałam się, co takiego jest na koncertach Mietka, a czego zabrakło mi tutaj i chociaż trudno to dokładnie nazwać, to myślę, że chodzi o poruszenie DUSZY, o dotknięcie tych najczulszych strun w człowieku, o takie wewnętrzne wibracje, które powodują, że człowiek jest szczęśliwy.

niedziela, 5 lutego 2012

Smutno mi :-(

Im większa radość oczekiwania, tym większy smutek i rozczarowanie. Jeszcze wczoraj moja intuicja podpowiadała mi, że coś może spowodować, że nie dojadę na ten koncert, ale upewniłam się, że wszystko jest ok.  Jak się dziś okazało, nie wszystko da się przewidzieć. Jest mi strasznie przykro i czuję się bardzo rozczarowana, tym bardziej, że przyczyna była zupełnie ode mnie niezależna.  Musiałam zostać w domu i już. Przykro….straaaaaasznie przykro, ale trzeba wyciągnąć wnioski i iść dalej.  A może powinnam się cieszyć, że mój „szósty zmysł” jednak działa :-) 

sobota, 4 lutego 2012

Przed koncertem w Białymstoku

Niesamowite jest to, jak samo oczekiwanie na koncert może być przyjemne i wywoływać radość:-) Już jutro jadę z dziewczynami do Białegostoku (czyli na biegun północny:-). Z jednej strony uważam , że to szaleństwo w taką pogodę wychodzić z domu i jechać tam gdzie jeszcze zimniej, a z drugiej, wiem że to będzie prawdziwa uczta duchowa. Już sama droga w tak miłym towarzystwie jest bardzo sympatyczna, a  cóż dopiero koncert!!!
Dziś chodziłam od rana optymistycznie nastawiona do świata, ale gdzieś tam w środku czułam jakiś niepokój, że coś się może nie udać i wyjazd nie dojdzie do skutku. Na szczęście wszystko potwierdziłam: dziewczyny się nie rozmyśliły, samochód nie zastrajkował mimo mrozu, bilety na nas czekają. Jest OK. I niech tak zostanie - jutro jedziemy!