wtorek, 31 lipca 2012

Książka, którą warto przeczytać


Poszłam do księgarni, aby kupić sobie coś wakacyjnego do poczytania . Miało być coś miłego i lekkiego, ale weszła mi w oczy książka, która po prostu musiałam kupić: „Damy radę mamo!” Magdaleny Szelągowskiej. Już sam tytuł był bliski moim ostatnim doświadczeniom, ale jak się okazało, nie tylko tytuł.  Przeczytałam ją jednym tchem: wzruszyłam się, popłakałam, poruszyła mnie bardzo. Czytałam w niej swoje myśli, odnajdywałam swoje odczucia i emocje.
Poniżej moja recenzja tej książki: http://merlin.pl/Damy-rade-mamo_Magdalena-Szelagowska/browse/product/1,977125.html
Książka Magdaleny Szelągowskiej „Damy radę Mamo!” nie należy do łatwych, jest za to piękna i wyjątkowa. To prawdziwa historia o ostatnich 9 miesiącach życia jej mamy i drodze, jaką razem przebyły. Wraz z Magdaleną przechodzimy od  pierwszego szoku diagnozy (zaawansowany rak piersi), przez kolejne etapy choroby. Od  buntu i zaprzeczenia, przez walkę i szkołę pozytywnego myślenia, aż do wewnętrznej zgody na odejście ukochanej osoby. To opowieść o miłości matki i córki, poddanej najtrudniejszej z prób.
Jest to lektura obowiązkowa dla tych, którzy w swoim najbliższym otoczeniu mają osobę zmagającą się z ciężką chorobą. Uczy przyjmowania z pokorą i miłością tego, co może przyjść. Bez owijania w bawełnę,  bez patosu i uniesień, czasem szczerze aż do bólu, a jednak  optymistycznie w swoim przesłaniu. W niezwykły sposób przygotowuje do tego, co w życiu człowieka najtrudniejsze: towarzyszenia bliskiej osobie w przejściu  na drugą stronę …TĘCZY.  Po przeczytaniu tej książki widać więcej: łatwiej zobaczyć sens życia i przemijania, zdobyć się na bezinteresowny uczynek, znaleźć czas dla innych, wykrzesać z siebie dobro, zrobić krok ku przebaczeniu, cieszyć się drobnymi rzeczami i docenić to, co się ma.  

sobota, 19 maja 2012

Koncert w Łodzi 17.05.2012

Decyzja o wyjeździe na koncert do Łodzi zapadła jakieś dwa tygodnie przed koncertem, miałyśmy pojechać z koleżanką (B. Mistrzynią Kierownicy), razem we dwie. Jednak dwa dni przed terminem koncertu sprawa się skomplikowała  i okazało się, że koleżanka nie może pojechać. Dla mnie był to czas bicia się z myślami: jechać czy nie jechać?  Oczywiście jak zwykle miałam dobre chęci, ale perspektywa samodzielnej jazdy samochodem, skutecznie osłabiała mój zapał (niestety sprawność mojej nogi jeszcze pozostawia sporo do życzenia). I niespodziewanie dla mnie samej w podjęciu decyzji pomogła mi (niczego nieświadoma) koleżanka z FB. Monika zadeklarowała, że wyciera się na dwa koncerty  jednego dnia: Krzyśka Kiljańskiego w Tarnowie i Mietka Szcześniaka w Jarocinie.  Pomyślałam, że skoro Monia może, to ja też!!! Odczuwałam taką wewnętrzną potrzebę udowodnienia samej sobie, że mogę spełniać swoje marzenia (nawet jeśli to nie jest łatwe i wygodne), ale jestem SAMODZIELNA i  nie muszę być od nikogo zależna. Po prostu chcieć to móc!!! Pojechałam :-)
Właściwie niewiele przed koncertem natchnęło mnie, że mogę zapytać moją kuzynkę, która mieszka w Łodzi, czy by nie chciała pójść ze mną. Okazało się że Ewelina lubi Mietka i chętnie pójdzie! :-). Droga była dość spokojna, ale niestety cały Sochaczew zakorkowany, więc trochę się spóźniłam na początek, ale Ewelina już na mnie czekała.
Cały koncert miał miejsce w Pałacu Poznańskich, w przecudnym, pałacowym wnętrzu, gdzie głos Mietka brzmiał ze zdwojoną siłą. Zaczęło się od piosenki Nierealny – osiągalny, która od niedawna, ma dla mnie jakieś magiczne znaczeni. Po prostu wiem (doświadczyłam tego), że to co wydaje się nierealne – bywa osiągalne, jeśli się bardzo tego chce i do tego dąży !!! A czasem przychodzi zupełnie niespodzianie:-)
Były też inne piosenki, które bardzo lubię: Spoza nas, Przyszli o zmroku, Twoja Miłość oraz kilka tych z najnowszej płyty: Dreamer in you, Save the best for last, Never be tu same. Była tez moja ukochana piosenka Czekaj na wiatr, tyle że z powodu braku Agnieszki w chórku brzmiała jakoś tak: dziwnie:-) Została „przerobiona” przez Mietka i w chórkach było słychać jego głos, ale ja jednak jestem zdecydowaną zwolenniczką pierwotnej wersji z żeńskim głosem, bo jest po prostu cudna! Między kolejnymi piosenkami były oczywiście Mieciafory o życiu i o tym, co w nim ważne, co w efekcie tworzyło ciepły klimat tego koncertu. Publiczność też się wykazała, ponieważ tak mocno (i na stojący) biła brawo, że były dwa bisy (co się raczej rzadko zdarza). Na deser wiec dostaliśmy piosenkę z filmu Dzwonnik z Notce Dame _ Kiedyś, gdy zmądrzejemy i Naiwych (ponieważ koncert był organizowany przez fundację, na rzecz osób niepełnosprawnych). A po koncercie fundacja ta zorganizowała bankiet, na którym Mietek podpisywał płyty. Była, więc okazja do spotkania i rozmowy. Odbyło się ono w innym pałacowym wnętrzu, w którym  była  wystawa z Rosji - przepięknych rzeczy wykonanych z bursztynu.

Jako przedstawicielka grupy fanów MSz wręczyłam Mieciowy prezent od nas wszystkich, w postaci zdjęcia  z pamiętnej kolacji, a także SUPERMIKROFON  dla najlepszego wokalisty! (zrobiony techniką quillingu ). Oczywiście ucieszył się, zlokalizował nas wszystkich na zdjęciu,  wyjaśniliśmy jedną wątpliwość i wygląda na to, że nas wszystkich pamięta.



Wieczór i część nocy przegadałam z Eweliną i jej mężem i rano wróciłam do domu. Dwie i pół godziny samochodem, z Mieciową  muzyczką w tle i radością zrealizowanego marzenia w sercu:-) Warto marzyć i warto realizować swe marzenia, warto robić to co sprawia nam przyjemność!

 

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Szcześniak, Strug i Leśmian

Na sobotnim koncercie Mietka Szcześniaka usłyszałam piosenkę, którą wykonywał razem  Adamem Strugiem, do słów Bolesława Leśmiana. Właściwie to wykonywał ją bardziej Adam Strug, a Mietek mu towarzyszył w refrenie:-) Fantastyczny tekst w połączeniu ze świetnym wykonaniem. W efekcie, słuchając tej piosenki miałam ciary na plecach. Zapamiętałam kilka zwrotów  i po prostu MUSIAŁAM odnaleźć do niej tekst, to był taki wewnętrzny imperatyw kategoryczny :-) Przy okazji okazało się, że w wierszach Leśmiana jest sporo erotyków i są rzeczywiście fenomenalne. Teraz zaczytuję się w Leśmianie i odkrywam go na nowo.  A oto tekst wspomnianej piosenki, który mnie powaliła:
Tam na rzece jest na pewno łódź,
Trzeba tylko fale wiosłem pruć.

I na pewno jest za rzeką – dal,
Trzeba tylko wytężyć swój żal.

Patrzysz na mnie – oniemiała snem
Nic nie mówisz, ale wszystko wiem!

Wiem ja, kiedy poruszyć, jak mgłą,
Ciałem twoim, żeby ku mnie szło...

Wiem, jak spojrzeć – co szepnąć... I znów
Dłoń do piersi przytulić bez słów...

Chętna ciału – suknia twoja lgnie
Do tych bioder, co kochają mnie.

Wiem ja wszystko! Ale czemu łkam –
Tego nie wiem, nie pojmuję sam!...

niedziela, 29 kwietnia 2012

Koncert i kolacja w świetnym towarzystwie :-)

Są takie dni, które pozostają w naszej pamięci na zawsze i dla mnie, wczorajszy dzień  był właśnie taki szczególny i  wyjątkowy. Po pierwsze, dlatego, że po raz pierwszy miałam okazję spotkać się z ludźmi, których znam z FB i wspólnie tworzymy grupę fanów Mietka Szcześniaka. Niesamowite jest to, jak bardzo muzyka może łączyć ludzi o podobnej wrażliwości! Fenomenalne i dla mnie to zupełnie odkrywcze.
Spotkaliśmy się przed koncertem i właściwie od razu, czuliśmy się jak starzy znajomi i grono dobrych przyjaciół. Potem fantastyczny koncert Mietka z moimi ukochanymi piosenkami „Czekaj na wiatr” „O niebo lepiej” „Spoza nas”, ale były też takie, których dawno nie słyszałam, a wywołują u mnie ciary: „Przyszli o zmroku”. „Kiedyś, gdy zmądrzejemy”. Wisienką na torcie były dwie piosenki, zupełnie nowe, zaśpiewane ze śpiewakiem i  akordeonistą Adamem Strugiem. Jedna z nich to liryk miłosny do wiersza Leśmiana, po prostu genialny tekst, świetna muzyka i fantastyczne  wykonanie. Chciałabym mieć ją na płycie J
Oczywiście jak na każdym koncercie Mietka, była wspaniała atmosfera, bisy i duża dawka pozytywnej energii, … ale to, co się zdarzyło potem ….. to dopiero był ODJAZD :-)
Całą paczką poszliśmy na kolację z Mietkiem i to był cudowny wieczór. Przez 3 godziny gadaliśmy, jakbyśmy się znali od zawsze: był śmiech, opowieści, „burza mózgów” i głośne śpiewanie (konkurencyjnej grupy :-)  Mietek dostał w prezencie album z naszymi listami – każdy napisał o swoim spotkaniu  z jego muzyką i o tym, dlaczego jest ona dla nas taka ważna. Album był przepięknie oskrapowany przez Julitkę i wyglądał jak małe dzieło sztuki. W dodatku Mietek czytał każdy z tych listów na głos, a wszystkie razem stworzyły niesamowity witraż ludzkich losów, przeplatany  jego piosenkami. To było piękne i takie … metafizyczne.


A potem,  zrobiłam coś, co mój 12-letni syn, uznał za przejaw braku odpowiedzialności :-D mianowicie  zaprosiłam 2 koleżanki z grupy MSz na nocleg u mnie. Dziewczyny okazały się fantastyczne, oczywiście jak już dotarłyśmy o północy do domu, to i tak nie poszłyśmy spać, tylko przegadałyśmy do 3.30. To były NOCNE POLEK ROZMOWY: o życiu, miłości, dzieciach i muzyce. Dziewczyny wniosły do mojego domu i serca dużo pozytywnej energii i to było fantastyczne zakończenia dnia. I chociaż było to pierwsze nasze wspólne spotkanie w takim gronie i w takiej formie, to z pewnością nie ostatnie J

wtorek, 10 kwietnia 2012

Zwykły upadek na nartach…
zerwane wiązadła w kolanie…
 3 tygodnie z nogą w gipsie…
 3 tygodnie z nogą w stabilizatorze…
Powolne i bolesne zginanie kolana….
Rehabilitacja
Chodzenie o kulach..
Jeszcze niedawno wydawało mi się, że 1 dzień spędzony z książką w ręku to rarytas na który, nie mogę sobie pozwolić, bo zawalę coś innego. Wszędzie biegiem, prędko, jeszcze to, tamto, na dziś do załatwienia, sprawy nie cierpiące zwłoki, bardzo ważne, zarywane noce bo przecież trzeba zdążyć ….
A potem….
7 tygodni w domu….
Czas stanął w miejscu…cicho, pusto
Najprostsze czynności takie jak założenie skarpetek czy przeniesienie kubka gorącej herbaty – poza zasięgiem możliwości.
I kiedy zaczęłam mieć już tego serdecznie dość, buntować się przeciw światu i mojej chorobie, kiedy zaczęły wkurzać mnie drobiazgi i moja bezsilność - dostałam od przyjaciółki książkę Katarzyny Rosickiej- Jaczyńskiej „Ołówek”.
Przeczytałam jednym tchem i znów, drugi raz, tym razem z ołówkiem w ręku, żeby zaznaczyć i podkreślić, te fragmenty w tekście, do których chcę wrócić.
To jest książka, którą każdy powinien przeczytać, aby lepiej żyć i bardziej doceniać, to, co się posiada. Nie jest to żaden poradnik, ale autentyczny dziennik kobiety, która z życia w bardzo szybkim tempie, zmuszona została przez chorobę, do wyhamowania. Jej wola walki, wrażliwość, wiara i optymizm mimo ogromu cierpienia i bólu (nie tylko fizycznego) są godne podziwu i można wiele się od niej nauczyć.
Ta książka ma na mnie działanie terapeutyczne: pozwoliła mi bardziej cieszyć się z małych rzeczy i doceniać, to co mam. A przecież mam tak wiele!!!

środa, 7 marca 2012

Lora Szafran w Podkowie Leśnej


Dobrze jest mieć przyjaciół :-) Niby każdy wie, ale fajnie jest, jak się tego doświadcza, a ja mam teraz sporo okazji do tego. Siedzę w domu z nogą w gipsie, więc moje możliwości poruszania się są mocno ograniczone, ale nie znaczy, że nie ma ich wcale - a szczególnie. jeśli z pomocą przychodzi grono bliskich znajomych. Właśnie im zawdzięczam mój udział w koncercie Lory Szafran w Podkowie Leśnej. Samochodzik podjechał pod dom i w miłej eskorcie zostałam zabrana na wspaniały koncert.
Bardzo lubię Lorę Szafran, głownie znam ją z piosenek śpiewanych z Mietkiem Szcześniakiem i z ich wspólnego koncertu w warszawskiej Stodole, a teraz miałam okazję poznać bardziej jej repertuar. Ostatnio też zachwyciłam się koncertem Lory w radiowej Trójce, kiedy to wokalistka śpiewała piosenki ze swojej najnowszej płyty "Sekrety życia według Leonarda Cohena",
W Podkowie Leśnej nie było co prawda piosenek z tej ostatniej płyty, były za to piosenki z tekstami  Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. Cały koncert bardzo mi się podobał: mała i kameralna sala, świetna atmosfera, wspólne śpiewanie i duże poczucie humoru wokalistki. Ale najbardziej urzekł mnie jej głos – fantastyczny!

piątek, 24 lutego 2012

Zmiana planów...



Wyjechałam na kilka dni z Rodziną w góry , aby odwiedzić nasz ukochany stok w Tyliczu. Zaczęło się fajnie: miła niedziela, dobra pogoda, świetne warunki narciarskie, potem ….. zderzenie na stoku i zwiedzanie Krynicy Górskiej w poszukiwaniu szpitala z oddziałem chirurgii urazowo – ortopedycznej. Zakończyło się prześwietleniem i prezentem w postaci świeżutkiego gipsu….. na 6 tygodni:-(
Tak sobie myślę, że jak coś nam jest zabrane np. możliwość poruszania się, to coś innego jest nam dane. Jeszcze nie wiem, co to będzie konkretnie, na pewno dostałam to, czego ciągle miałam za mało: czas dla siebie. I mam nadzieję, dobrze go wykorzystam. Na razie działa na mnie bardzo kojąco piosenka Mietka Sz. „Spoza nas” i wiem na pewno, że „ to co nas spotyka, przychodzi spoza nas”…..